* Blog autorki książek dla dzieci *
O autorze
Zakładki:
Http://anetanoworyta.com
Http://ksiazka-od-kuchni.blogspot.nl/2015/08/zosia-i-ksiaze-elfow-aneta-noworyta.html?m=1
Linki
Skopiuj CSS

Książki dla dzieci

czwartek, 03 grudnia 2015

Znudzony beztroskim życiem elf szuka przygód w nieznanym, tajemniczym dla niego świecie ludzi. Podczas jednej ze swoich wypraw, spotyka dziewczynkę, która wygląda jak rusałka. Zafascynowany jej urodą i jednocześnie innością, postanawia zaprosić ją na świętojańską zabawę do swojego królestwa, rozciągającego się wśród łąk pod Starym Lasem. Zosia zostaje zamieniona w elfa za sprawą magicznych skrzydeł motyla, które ofiarowane są jej na czas letni. Każdą noc dziewczynka spędza bawiąc się i tańcząc z mieszkańcami elfickiej krainy. Przyjaźń między elfem a Zosią rozkwita, jak kwiaty podczas ciepłego lata. Zima przynosi jednak zapowiedź śmierci, której może zapobiec tylko królowa Natura. Czy księciu uda się uratować swą przyjaciółkę?

ZAJRZYJ DO ŚRODKA

 

 

KSIĘGARNIA: http://mpulsoficyna.com.pl/katalog/zosia-i-ksiaze-elfow,801.html 

 

 

poniedziałek, 08 czerwca 2009
Moi Kochani! Chcę Wam przedstawić książkę, pt: „Miasto Aniołów” . Młodzi i starsi pisarze zebrali siły, by stworzyć unikalny zbiór wierszy i opowieści o niebiańskich stworzeniach. Ta piękna książka ma to do siebie, że i dzieci i dorośli znajdą w niej treści, które poruszą ich serca. Autorów połączył wspólny cel – pomoc dzieciom, których okrutny los pozbawił rodzinnego domu i ciepła. Jeśli ktoś z Was zechce stać się aniołem, może nabyć książkę i pomóc dzieciom z tarnobrzeskiego domu opieki. Cały dochód ze sprzedaży przeznaczony jest dla dla właśnie dla nich. Zainteresowani mogą kontaktować się z Panem Damianem Szwagierczakiem ze Stowarzyszenia Placówki Opiekuńczo Wychowawczej w Tarnobrzegu. Email: dszwagierczak@op.pl
środa, 20 maja 2009

Kim jest Maks? 

Jak wiecie, Maks to imię głównego bohatera  książki „Wodnik ze Starego Lasu”.Za jego bajkową postacią kryją się jednak dwaj najprawdziwsi chłopcy o imionach Max i Moos.
Dlaczego dwaj?
Gdyż główny bohater „Wodnika” wygląda jak Moos, a imię pożyczył sobie od Max’a. 
Moos i Max są braćmi. Przez kilka miesięcy w roku mieszkają w malutkim domku na małej wysepce,  po środku jeziora. Prowadzą tam prawdziwie  bajkowe życie, łowiąc ryby, wspinając się na drzewa, pluskając się w wodzie. Codziennie mama wozi ich do szkoły łodzią. Oczywiście Max i Moos dopłynęliby do brzegu wpław, ale przecież nie mogą pokazać się w klasie jak dwa wodniki, co nagle wyskoczyły z sadzawki...? Max i Moos
Właśnie ci dwaj chłopcy byli częściowo inspiracją do napisania baśni.
Takim małym zalążkiem opowieści, której potem królowa Fantazja dodała skrzydeł. 


A skąd w tym wszystkim wziął się tutułowy wodnik?
Hmm...To już tajemnica.  
Powiem wam tylko, w sekrecie...
Uważajcie, kiedy kąpiecie się w modrych wodach......
Bo jeszcze spotkacie stworzenie o zielonych włosach i stopach pokrytych rybimi łuskami! hi!hi!
   

czwartek, 30 kwietnia 2009
   

Wodnik Ze Starego Lasu(ISBN 978-83-7587-133-3) został wydany przez Oficynę Wydawniczą Impuls, podobnie jak moja pierwsza książka.

Przyznaję, że znowu piszę o przyjaźni. Dlaczego? Ponieważ to jedno z najważniejszych uczuć w naszym życiu. Przyjaciόł miewamy takich, co są od dziecka i na zawsze. Takich, co przychodzą na pewnym etapie naszego życia, a potem nasze drogi się rozchodzą. Takich, ktόrych nie widzimy codziennie, ale wiemy, że są gdzieś w świecie i że zawsze nam pomogą w potrzebie. Lub takich, co zjawiają się jak iskry w płomieniach i rόwnie szybko znikają.

Każda z przyjaźni jest inna, każda ma swoją wartość, ktόra często doceniamy po latach...

Czasem też przyjaźń przechodzi nam koło nosa, bo nie wierzymy, że ktoś, kogo chcemy obdarzyć tym uczuciem jest tego wart. Często dzieje się tak dlatego, że sugerujemy się nadmiernie opinią innych.

...A czasem warto słuchać tylko siebie i swojej intuicji.

 

Tym razem moja książka opowiada o przyjaźni pomiędzy chłopcem o imieniu Maks i wodnikiem, zwanym Zawiłek.
Jeśli lubicie las, kąpiele w jeziorach i wędkowanie, jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o słowiańskich wierzeniach i przeżyć kilka przygόd razem z głόwnym bohaterem, zapraszam do lektury!

 Oto fragmenty:    

    Był piękny, letni poranek. Słońce świeciło wysoko na błękitnym niebie, odbijając się w kroplach rosy osiadłej na trawie. Powietrze było jeszcze lekkie i rześkie, ale zapowiadał się gorący dzień. Nad łąkami latały już motyle i pszczoły, szukając nektaru, a na podwórzach dało się słyszeć poranne pianie kogutów. Maks obudził się i natychmiast wyjrzał przez okno, by sprawdzić, jaka jest pogoda.– Hura! Nie pada! – wykrzyknął z radością. – Idę na ryby! Chłopiec wyskoczył z łóżka, szybko się ubrał i pobiegł do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, które zamierzał zjeść nad wodą.– Świeży chleb z twarożkiem i szczypiorkiem, maślane rogaliki z jagodami, butelka mleka... Powinno starczyć! – powiedział do siebie i już miał wychodzić, kiedy dobiegł do niego ciepły głos.– Dokąd się tak śpieszysz, urwisie? – odezwał się dziadek, który właśnie wszedł do kuchni.– Idę na ryby do Starego Lasu! – odpowiedział radośnie Maks, chwytając plecak i wędkę. W Starym Lesie leżało cudne jezioro. Ukryte pośrόd gęstych trzcin, krzewόw i drzew, nie przyciągało wielu gości. Tylko zwierzyna i niektórzy z okolicznych mieszkańców zapuszczalisię czasem nad jego wody. O jeziorze krążyły też dziwne opowieści, ktόre przeraziły już niejednego śmiałka, ale Maks niezupełnie wierzył w takie historie.– W modrych wodach rusałki się kąpią! – zanucił dziadek pod nosem, po czym pożegnał się z chłopcem, machając dłonią. 

*** 

Maks usiadł na pomoście ukrytym wśrόd trzcin i zarzucił wędkę. Czekał długą chwilę, ale nic się nie wydarzyło. Założył więc nową przynętę i znów zarzucił wędkę, tym razem na głębsze wody. Mijały minuty i godziny, a Maks dalej czekał, aż jakaś ryba połknie haczyk. W końcu znudził się i już miał kończyć wędkowanie, gdy czerwony spławik zakołysał się i zniknął pod wodą. Mały wędkarz właśnie na to czekał. Zaciął rybę, linka się napięła, a wędka wygięła w łuk. Chłopiec ścisnął kołowrotek, próbując zwinąć żyłkę. Jego wysiłkibyły jednak bezskuteczne. Wędka wyginała się i prężyła, jakby chciała wyskoczyć mu z rąk. Wtem coś szarpnęło nią z taką siłą, że Maks stracił równowagę i z pluskiem wpadł do wody! Nadal mocno trzymał wędkę, którą ciągnął ogromny sum. Malec opadł na dno i brakowało mu już powietrza. Nie mógł znaleźć sił, by wypłynąć na powierzchnię. „Teraz jestem w prawdziwych tarapatach” – pomyślał. Wtedy ujrzał dziwną postać, która podpłynęła do niego, złapała go za rękę i natychmiast pociągnęła w górę. Maks czuł, jak wyciąga go na brzeg i kładzie na ciepłym piasku. Słońce świeciło mu prosto w oczy, więc nie mógł dobrze zobaczyć twarzy ratownika. A cóż to był za osobnik?! Przed nim stało coś o posturze chłopca z długimi, zielonymi włosami, które opadały na chude ramiona. Było ubrane w bawełniane spodenki, przy których zwisał mały nożyk. Miało również muskularne nogi i bardzo duże stopy pokryte rybią łuską! 

***

Maks wytężył wzrok, ale nic nie zauważył. Skrył się wśród trzcin jak jego towarzyszi czekał. Jezioro mieniło się w świetle księżyca, a wszystko dookoła wydawało się jakieś inne, tajemnicze. Nagle nad wodą zaczęła się unosić lekka mgiełka. Znad jeziora dochodziły śpiewy urzekające bardziej niż pieśni ptaków. Mgiełka zaczęła się wić i falować, a z niej, jedna po drugiej, wyłaniały się smukłe postaci. Lekkie jak puch, tańczyły na wodzie, tworząc korowód i trzymając się wdzięcznie za ręce. Na głowach miały wieńce z kwiatów, a ich zwiewne sukienki falowały na wietrze jak jedwab. Śpiewały pradawną pieśń, od której rusałki zawsze zaczynały zabawy: 

Księżyc odbija się w wodach jeziora,
Nocna zabawa nas do siebie woła.
W kręgu staniemy w kwiecistych wiankach,
By tańczyć wdzięcznie do białego ranka.
Zaczarujemy swym śpiewem cały las,
Kto nuty usłyszy, już nie opuści nas.
Wody jeziora falują cudownie,
Każda z nas swoją piosenkę rozpocznie.
Będziem tak śpiewać do samego świtu,
Aż mgła zniknie wśrόd słońca promykόw.
Kto nas zobaczy, ten niech pamięta,
Że nasze śpiewy są jak zaklęcia!
Zaklęcia, co każdą duszę utulą,
Lecz serce w miłosne kajdany zakują.

©Aneta Noworyta 2009

czwartek, 11 września 2008
okładkaTo moja pierwsza książka obrazkowa, otwierająca (mam nadzieję) cykl “Opowieści Starego Lasu”. Została wydana przez Oficynę Wydawniczą „Impuls” z Krakowa ( ISBN 978-83-7587-032-9). 
Tę bajkę o pięknej przyjaźni polecam przede wszystkim dziewczynkom, ale kto wie?...Może spodoba się
rόwnież chłopcom.

Przepis na udaną lekturę:
...Romantyczne czytanki przy pełni księżyca…:)

Oto fragmenty:

          Łąki pod Starym Lasem były już pokryte  kolorowym kwieciem, a w trawach dało się słyszeć szepty, śmiechy i wesołe nawoływania. W Królestwie Kwiatowych Elfów szykowano się do świętojańskiej, nocnej zabawy. Magiczna Noc, przez ludzi zwana Wigilią Świętego Jana, była najważniejszym świętem Kwiatowych Elfów. Tańce i śpiewy trwały wtedy aż do świtu, a stoły uginały się pod kwiatowymi przysmakami. Mali mieszkańcy elfickiej krainy mieli tylko kilka miesięcy na cieszenie się słońcem. Gdy nadchodziła jesień, a kwiaty zaczęły przekwitać, Elfy musiały odejść razem z nimi, gdyż zimne miesiące były dla nich zbyt srogie. Zapadały wtedy w długi sen, aby obudzić się znów z pierwszymi, ciepłymi promieniami słońca. Książę Filip był jedynym, który nie mógł sobie znaleźć miejsca w trakcie przygotowań. Przysiadł więc nad strumykiem i rozmyślał o swoich wyprawach na skraj łąki, gdzie rozciągała się niewidzialna granica między krainą Elfόw a światem Ludzi. Nagle z wody wyskoczył Pan Ropuch.
- Co robi książę nad strumykiem, kiedy w pałacu tyle krzątaniny?
- Ach! – oburzył się Elf. – Ciągle coś tam sprzątają i gotują, śpiewają i przystrajają... To nie dla mnie!
- Och? – zaciekawił się Pan Ropuch. – A cόż ma młody Elf innego do roboty?
- Co?! Jak to co! Tyle jest rzeczy do odkrycia, tyle miejsc do zobaczenia! A wszystko to na wyciągnięcie elfickiego skrzydła! Życie elfa jest takie proste i nudne! A tam, za łąką rozciąga sie nieznana kraina... Przygoda!

Niedaleko Starego Lasu leżała wioska Ludzi, która zawsze budziła ciekawość księcia. Co wieczór, kiedy gwiazdy ukazywały się na niebie, Filip leciał nad skraj łąki by patrzeć na tlące się w oddali światła. Pewnego razu postanowił pofrunąć do pierwszej zagrody. Zbliżył się do domku i z bijącym serduszkiem zajrzał przez okno. Po drugiej stronie szyby zobaczył śpiącą dziewczynkę o smutnej twarzy. Książę nie mógł oderwać wzroku od tej dziwnej istoty i nie bardzo mógł uwierzyć, że widzi człowieka. "Tylko Rusałki mogą być takie piękne" - pomyślał.
Mylił się jednak. Tam, za szybą, w haftowanej pościeli, leżała zwykła dziewczynka o imieniu Zosia.

(...)

Nadeszła noc. Księżyc świecił w pełni i wszystko dookoła pachniało kwiatami. Noc była tak jasna, że Zosia nie mogła zasnąć. Usiadła wiec przy oknie i spoglądała na srebrzystą kulę, która oświetlała rozciągające się w dali łąki.

Nagle przed oknem pojawił się nieoczekiwany gość.

- Witaj ! – szepnął  Filip, unosząc się lekko na swoich motylich skrzydłach.

- Książę Elfów ! – krzyknęła Zosia.

- Tss! Nikt nie może nas usłyszeć! – książę przycisnął palec do ust. – Pomyślałem, że odwiedzę cię jeszcze raz i zaproszę na tańce.

- Na tańce? – zdziwiła się Zosia. – Dokąd?

- Na łąki, pod Starym Lasem – odpowiedział Filip. – Dzisiejszej nocy kwiatowe Elfy obchodzą ważne święto, więc czeka nas wspaniała zabawa!Tańce i śpiewy nie ustaną aż do rana!

Zosia uśmiechnęła się.

-Nie mogę iść z tobą, książę! – odpowiedziała po chwili. – Już ci mówiłam, jestem chora i nie mam siły na tańce.

- Ale ja mam dla ciebie prezent – szepnął książę. – To są zaczarowane motyle skrzydła. Kto je przyjmie i wymówi zaklęcie, stanie się jednym z nas.

- Skrzydła Elfa? – powtórzyła Zosia.  – Wtedy naprawdę stanę się jedną z was? Ale...czy potem będę mogła wrócić do mojej babci?

- Wystarczy, że tego zapragniesz! – odparł Filip i położył skrzydełka  na dłoniach dziewczynki.

Zosia nie wahała się dłużej. Czekała ją niezwykła przygoda, której nie mogła się oprzeć.

Przysunęła skrzydełka do swoich ramion i, powtarzając za Filipem, wyszeptała zaklęcie :

„ Moc świętojańska zamieni mnie w Elfa,

jak tylko przyjmę motyle skrzydełka.

Światło księżyca skrzydła ogrzeje,

by się spełniło moje życzenie ”

©2008 Aneta Noworyta