W starym lesie drzewa szumią, dziwne opowieści snują ...
Blog > Komentarze do wpisu



Święty Mikołaj i licho

Idzie Mikołaj przez  las, 
chce zdążyć do wsi na czas. 
Gramoli się przez zaspy, 
sprawdza, czy dobry ma adres.

A za nim, po jego śladach,
cicho licho się skrada.
Będzie z tego ambaras?

Już wyszedł święty za las, 
śpieszy się, kurczy się czas.
Na dach się musi wdrapać;
Wicher śniegiem zamiata.

A za nim licho: tup – tup.
Cicho spogląda na łup?
Oj, może być z tego huk…

Wtem coś trzaśnie pod świętym!
Z wora się sypią prezenty.
“Gwałtu! Licho napada!
Wszystkie zabawki rozkrada!”

Dźwiga się  okradziony,
Jak bałwan oblepiony;
Mikołaj rozsierdzony…

I już za lichem w pogoni!
Święty dosięga broni.
Rózga świszcze w powietrzu.
Licho krzyczy: “ Ojejku!”

I licho w zaspę wpada.
Rózga stworzenie okłada.
Biada mu! Biada!

I znów prezenty się sypią,
W popłochu ucieka licho,
A za nim święty jak lew!
W ataku marszczy brew.

Aż nagle na białym śniegu
zjawia się mały Jezus
i tak rzecze świętemu:

“Stój święty Mikołaju!
Ja licho za tobą posłałem!
Bo chciałem Ci ulżyć w zadaniu,
byś szybciej wrócił do raju!”

Mikołaj spojrzał zdziwiony,
szczerze onieśmielony…
Pogłaskał licho po głowie
i poszli razem sobie.

Od tego dziwnego wypadku,
licho (choć nikt o tym nie wie)
Świętemu zawsze pomoga
roznosić podarki po świecie.

wtorek, 27 grudnia 2011, aneta.noworyta